Zachęcamy do wstąpienia do naszego klubu! Zostając naszym członkiem zyskasz możliwość rozwijania żeglarskich pasji, będziesz mógł uczestniczyć w licznych i ciekawych rejsach na jachtach klubowych. Kliknij tutaj po szczegóły.

 

 

 

Stanisław Maciaszek - Andromeda, Bornholm i szkiery, rok 2009 Wydrukuj ten artykuł Poinformuj o tym artykule znajomego

Witamy wszystkich miłośników żeglarstwa!

Spragnieni nowych przygód, my: Darek, Alina, Piotr, Bogdan i Stanisław, zamustrowaliśmy 18.07 na jacht Andromeda.
Po zrobieniu odpowiednich zakupów oraz niezbędnych porządków na jachcie, o godz. 15:45 wypłynęliśmy z Gdyni na Zatokę Gdańską. Obraliśmy kurs na wyjście z Zatoki w celu dopłynięcia do Bornholmu. Po drodze zatrzymaliśmy się w okolicy boi 'wysypiska', aby zbadać stan zarybienia w tym akwenie. Owocem wędkowania był 4,5 kilogramowy dorsz, zaś szczęśliwym łowczym Bogdan. Nie zatrzymując się długo, popłynęliśmy dalej. Po drodze skonsumowaliśmy dorsza i wszyscy najedli się do syta.

 

Niestety, niedługo potem dopadła nas burza. Padał ulewny deszcz, waliły pioruny - w sercach naszych pojawił się niepokój co do pogody, jaka może nas spotkać w czasie rejsu. Pomimo to otworzyliśmy się mentalnie na poprawę aury i kontynuowaliśmy żeglowanie. Wbrew naszym oczekiwaniom pioruny oraz deszcz nie ustępowały. Ten stan utrzymywał się przez całą noc. Rano 19.07 ważyły się losy rejsu. Zastanawialiśmy się czy nie obrać kursu na Karlskronę, z uwagi na wiejący zachodni wiatr. Jednak wspomnienie smaku smażonego przez Alinkę dorsza dostarczyło nam niepodważalnych argumentów, co do obrania kierunku na Bornholm. Odczuwaliśmy niezrozumiałą, podświadomą potrzebę posmakowania klimatów niby znanych, ale i niepowtarzalnych w swojej istocie. Żeglowaliśmy pod wiatr 6-7 oB - nie było łatwo. Powracający deszcz i szkwały, ciągły przechył i wody zęzowe dawały się we znaki. Jednak słoneczny poranek 20.07 sprawił, że prawie zapomnieliśmy o trudnościach pływania. Przy dojściu do Aarsdale zatrzymaliśmy się, aby pozyskać nieco dorsza. Doszliśmy do portu o 11:45. Suszenie betów, obiad i spacer po urokliwej miejscowości. Wieczór to: kolacja(dorszyk) i wypoczynek.


Rankiem 21.07 obudziło nas piękne słońce. Ogarnęliśmy się nieśpiesznie i wyruszyliśmy w morze. Obraliśmy kurs na Svaneke. Po głowie przez całą noc chodził nam smak smażonej ryby. Namiętności nie mogliśmy się oprzeć i jak co dzień, powędkowaliśmy nieco. Jak co dzień zresztą, z sukcesem. Po 2 godzinach dopłynęliśmy do portu, po czym wyruszyliśmy na spacer. Zwiedzanie wytwórni cukierków, manufaktury wyrobu szkła, kąpiel w morzu, zakupy staroci itp. itd…. Jednym zdaniem poznanie i rekreacja. W dobrym nastroju udaliśmy się na spoczynek.


22.07 rano wyjście z portu. Notuję: Alinka o godz 9:00 powiedziała: „Warto było się bać, aby być tutaj". Na wykupionej licencji wędkarskiej pracowaliśmy do 11:00. Obfite w rybę wody pozwoliły nam zrobić zapasy na na kilka dni. Zawinęliśmy do portu Gudjom na lody w posypce kakaowej - niepowtarzalny smak. Potem krótkie zwiedzanie i przeskok do Sandvik. Ciekawa była dla nas ekskursja na zamek Hammershus(ruiny) - piękne widoki, kawał historii Bornholmu. Wieczorem przeróbka złowionych rybek. Obok cumują Niemcy - są pod wrażeniem smaków i zapachów.


6:30- wychodzimy wcześnie aby przemieścić się do Szwecji. 13:15- po szybkim przelocie docieramy do Hano. Spacerek po wyspie, „opędy” na drzewkach czereśniowych i spokojny wieczór - zasypiamy. O godz. 9:00 wyszliśmy z Hano. Darek rzekł: „Sądzę, że jesteśmy jednomyślni - łowimy!”. Alinka na to: „No dobrze, też się z wami zgadzam. Ale z umiarem chłopaki, z umiarem!”. Radość ze złowionego pierwszego dorsza była nieopisana. Uśmiechy pojawiły się na twarzach, w sercach naszych zagościł optymizm, a słońce spotęgowało pozytywne nastawienie do rzeczywistości. Ech, można by rzec nirwana! Spełnia się marzenie każdego wędkarza - hak na dole - rybka.


13:50- cumujemy w Karlshamn. Zwiedzamy, chodzimy po sklepach - niezbyt długo, bo czas płynąć do Thiaro. W czasie rejsu znienacka dopada nas gwałtowna burza. Widzialność spadła raptownie, lunął rzęsisty deszcz - szybka decyzja kapitana Darka - wracamy do portu. A potem... barowo, barowo ale morowo. Morowo, bo dorszowo. Następnego ranka wypływamy do Tiaro. Po drodze krótkie wędkowanie i po eleganckim żeglowaniu na pełnym wietrze wśród skalistych wysepek, zawijamy do malowniczej zatoki. Jesteśmy urzeczeni rozciągającym się widokiem, idziemy na wycieczkę pieszą po rezerwacie, gdzie dorodna roślinność i granitowe pagórki tworzą swoisty klimat. Ale dość rozmarzenia. Wypływamy do Ronneby. Cumujemy na dziko, a rankiem jedziemy na pchli targ. Tutaj tanio można kupić porcelanę, płyty winylowe, obrazy… Objuczeni powracamy na jacht i po obiedzie wypływamy do Karlskrony. Cumujemy w głównym porcie jachtowym. Jutro zwiedzanie. Zawiedzeni jesteśmy poziomem usług sanitarnych w porcie jachtowym. Za dużo ludzi, za mało kibli i pryszniców.


Po śniadaniu idziemy do muzeum morskiego. Zachwyca nas duża ilość eksponatów. Potem zwiedzanie miasta, kościoły protestanckie - bez obrazów, ze skromnym wystrojem. Łazimy po sklepach, robimy drobne zakupy. Przygotowujemy się do rannego wyjścia szkierami w kierunku następnego portu. Ano, i 28.07 wychodzimy sobie i płyniemy szkierami - ciągła uwaga na boje, znaki kardynalne, pomocą jest mapa. Dobijamy na chwilę do Torhamn: spacerek po okolicy, obiad - trochę buja w porcie przy zachodnim wietrze. Wypływamy, aby dotrzeć do Utklippan. Docieramy i co widzimy? Wyspa szerokości 300 m: głazy, latarnia morska i port rybacki w którym cumujemy. Odpoczywamy, bo jutro czas wracać do domu. Jakieś skromne podsumowania. A potem już tylko powrót. Przy pięknej pogodzie. Dopiero na Zatoce dopada nas burza. Niebawem szczęśliwie cumujemy do nabrzeża portowego. Porządki na jachcie i do domu he, he.
Ahoj do następnego rejsu!

We współpracy z załogą tekścik pisał Staszek.

Zobacz zdjęcia z rejsu w galerii.
 

Zmieniony: środa, 26 sierpnia 2009 01:39
 

Translate this page